Drukuj
Utworzono: sobota, 24, listopad 2012 Beata Cichecka-Wronowska

ks. Kazimierz Wysocki- Skąd ksiądz pochodzi?

- Pochodzę z małej miejscowości Wilcze Błota, leżącej na pograniczu Kaszub i Kociewia w województwie pomorskim. A moją rodzinną parafią jest parafia pw. Św. Mikołaja w Starych Polaszkach. Jestem księdzem diecezji pelplińskiej, wyświęconym przez nie żyjącego już biskupa Jana Bernarda Szlagę.

- Gdzie ksiądz pełnił dotychczas posługę duszpasterską?

- Jako neoprezbiter pełniłem posługę wikariusza w parafii pw. Św. Józefa w Tczewie, skąd po roku - ze względu na lepsze przygotowanie do wyjazdu na wschód - zostałem przeniesiony do parafii Św. Mikołaja w Wielu. Jest to parafia Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia z Kalwarią Męki Pańskiej, którą warto zobaczyć. W ogóle ta część Polski, bo z niej pochodzę, jest najpiękniejsza. Polecam jako miejsce na wakacje Jezioro Wdzydzkie i tamtejsze lasy. Pierwsza z tych parafii była dużą parafią miejską, a druga - licząca około dwóch i pół tysiąca wiernych była parafią wiejską. Kolejną placówką była parafia Św. Ignacego z Loyoli w Kołomyi na Ukrainie. W tej parafii również jest cudowny obraz Matki Bożej Częstochowskiej pod wezwaniem Matki Bożej Kołomyjsko-Pokuckiej. Posługiwałem tam dwa lata i z tej parafii zostałem posłany do Łopatyna.

- Kiedy i jak ksiądz odkrył swoje powołanie – spontanicznie czy też długo dojrzewając do decyzji o wyborze takiej drogi życiowej?

- Oj była to raczej długa droga, choć zaraz po maturze takie sugestie i podpowiedzi słyszałem od siostry mojego ojca, która ma trzech synów franciszkanów konwentualnych, a więc gdzieś ta myśl już się pojawiała. Potrzebowałem jednak czasu, aby dojrzeć do tego. Dlatego trochę pracowałem, a na wiosnę zostałem powołany do zasadniczej służby wojskowej, którą odbywałem przez piętnaście miesięcy w Marynarce Wojennej. Po służbie wojskowej przez prawie rok mieszkałem i pracowałem w Berlinie. Po powrocie z Niemiec, po pewnym czasie zamieszkałem w Gdańsku, gdzie pracowałem w budownictwie. Następnie wróciłem do domu i nadal, można tak powiedzieć, moje życie toczyło się wokół budowlanki. Ale ten czas w domu był już takim czasem zwrotu w moim życiu i czasem, rzekłbym, nawrócenia, czasem przynależności do kaesemu - Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, gdzie poprzez spotkania z rówieśnikami, dni skupienia i rekolekcje dojrzałem do powołania. Decyzję o wstąpieniu do seminarium podjąłem rano po przebudzeniu, a dzień wcześniej wróciłem z pielgrzymki pieszej na kalwarię w Wielu (mojej drugiej parafii, gdzie byłem wikariuszem). Warto tu zaznaczyć, że duży wpływ na odkrycie powołania miało świadectwo życia księdza, który opiekował się naszą wspólnotą KSMu. Miałem taż dylemat, czy tak jak kuzyni wstąpić do zakonu franciszkanów, czy do seminarium diecezjalnego. Zdecydowałem się na to drugie, uznając że zawsze można później przenieść się do zakonu, ale z czasem ten dylemat ustał.

- Co skłoniło księdza do wyjazdu na Ukrainę?

- Myśl o wyjeździe na wschód towarzyszyła mi od połowy seminarium, ale zawsze myślałem o Kazachstanie. No na razie jest to Ukraina, a czas pokaże czy ta pierwotna myśl dojdzie do realizacji.

- Czy możemy zatem mówić w księdza przypadku o misyjnym wymiarze powołania?

- W jakimś sensie pewnie tak, bo jestem ciekawy świata i jakoś nie boję się zmiany miejsc, co Bóg w takiej pracy może wykorzystać dla swoich celów.

- Co ksiądz może powiedzieć po trzech miesiącach pobytu w Łopatynie? Jak upłynął ten czas?

- Był to czas poznania i rozglądania się, aby wypracować sobie wizję tej parafii i zadań jakie przed nami stoją.

- Czy poznał ksiądz już dobrze potrzeby i problemy tej parafii?

- Myślę, że bardziej dokładny obraz parafii i potrzeb parafian da czas kolędy, kiedy odwiedzę ich w domach. To pozwoli lepiej nam się poznać i wypracować wspólną wizję i oczekiwań moich jako duszpasterza, i parafian.

- Jakie nowe wyzwania chciałby ksiądz podjąć i jak ocenia szanse ich realizacji?

- Pierwsze, co już zacząłem, to katecheza dla młodzieży, którą prowadzę osobiście. Katechezę dla dzieci ma siostra sercanka z Brodów. Drugie - to potrzeba katechezy dla dorosłych, a trzecie - to chcę rozpocząć naukę języka polskiego.

- Które sprawy uważa ksiądz za najpilniejsze?

- Chcę przerobić drzwi w kruchcie kościoła i umiejscowienie kraty tak, aby w praktyczny i wygodny sposób, a zarazem bezpieczny umożliwić, aby kościół mógł być otwarty. Abyśmy nie byli gorsi od komunistów, którzy zamykali kościoły przed wiernymi. Myślę, że do wiosny będzie to sfinalizowane i kościół w ciągu dnia będzie otwarty dla wiernych. Drugim zadaniem jest kwestia plebani i domu katechetycznego, a zarazem domu, będącego takim miejscem, które w innym wymiarze niż liturgiczny będzie gromadziło i jednoczyło parafian. Jest tu kilka opcji i możliwości, na które potrzeba też sporych funduszy. Ale jest to potrzebne, aby bardziej skonsolidować parafię jako wspólnotę.

- Jakie cele przyświecają księdza pracy na Ukrainie?

- Przede wszystkim praca duszpasterska i formowanie wspólnoty rzymskokatolickiej. Na drugim planie jest dbanie o dorobek i dziedzictwo poprzednich pokoleń i tu ochrona przed zniszczeniem czy zapomnieniem spuścizny polskiej. A dopiero na trzecim miejscu można mówić o krzewieniu kultury polskiej.

- Czy zamierza ksiądz kontynuować dzieło swego poprzednika, a mianowicie rozwijać i rozpowszechniać kult Matki Bożej Łopatyńskiej?

- Dobre dzieła należy kontynuować, a ksiądz Marek to dzieło rozpoczął i na miarę swoich możliwości będę je kontynuował.

Kościół w Łopatynie jest pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP, dlatego też będą obchodzone w parafii dwa odpusty - jeden latem 15 sierpnia, na cześć Matki Bożej Łopatyńskiej, a drugi zimą 8 grudnia, na cześć Niepokalanego Poczęcia NMP, na który zapraszam wszystkich w sobotę 8 grudnia na godzinę 12.00.

- Jak ksiądz ocenia inicjatywy Stowarzyszenia Odnowienia Kościoła w Łopatynie, jego wkład w odbudowę nie tylko kościoła jako zabytku architektury, ale również Kościoła żywego?

- Myślę, że bez ich zaangażowania nie istniałaby ani parafia, ani kościół w takim stanie. A jest on dobry, choć do ideału zostało nam jeszcze sporo pracy. Tu widać jak Matka Boża Łopatyńska, posługując się swoimi dziećmi, dba o swoje miejsce, bo tylko tak można to interpretować.

- Jak ksiądz widzi swoją współpracę ze stowarzyszeniem?

- Stowarzyszenie dobrze wypełnia swoje zadanie i na pewno należy kontynuować odnawianie malowideł, a następnie warto przedyskutować, co jest niezbędne w dalszych pracach. I tu widziałbym zagospodarowanie części centralnej prezbiterium, czyli tabernakulum, aby Najświętsze Postacie były należycie eksponowane i uwidoczniało ono cześć do eucharystii, co jest czynnikiem wyróżniającym nas rzymskich katolików od obrządków wschodnich, gdzie większy akcent jest położony na cześć oddawaną ikonom.

- Czy bariera językowa nie utrudnia księdzu pracy na Ukrainie?

- W jakiejś mierze tak, ale na dzień dzisiejszy poznałem ten język na tyle, aby móc sprawować liturgię po ukraińsku.

- Czym według księdza jest naprawdę misja na wschodzie?

- Tu pewnie warto zacytować słowa arcybiskupa Mokrzyckiego, wypowiedziane z okazji jego jubileuszu w katedrze lwowskiej, że nie jest to powrót czy budowanie od nowa Kościoła rzymskokatolickiego, ale jego powrót do normalnego funkcjonowania na terenach, gdzie istnieje od ponad sześciuset lat. A jest to powrót do normalności po czasie, kiedy jego działalność za władzy ZSSR była ograniczona do minimum, ale nigdy nie przestał na tych terenach istnieć.

- Z jakimi problemami styka się tam kapłan? Czemu musi stawiać czoła?

- Czasami określmy to tak, nadawanie na innych falach niż miejscowa ludność. I tu trzeba ciągle uczyć się tego swoistego dostrajania. Czasami pewne problemy i opieszałość miejscowych urzędów, ale ten problem przeżywa też miejscowa ludność. Czasami samotność, niekiedy pozostawienie samemu sobie poprzez brak wspólnoty. Ale tu chodzi o kapłanów z rodzinnych stron, często pochłoniętych swoimi problemami i zadaniami. Jest to pewnie bardziej złożony problem formacji do kapłaństwa, która słabo przygotowuje do wspólnoty braterskiej kapłanów. Ale jest to pewien krzyż, który jest związany z powołaniem i pracą na obczyźnie, jaki dźwigają, przeżywający pewnie ten sam dylemat wszyscy misjonarze.

- Jaki jest stosunek środowiska ukraińskiego do polskich księży?

- Tu nie można generalizować. Jest on różny i zależy indywidualnie od danego człowieka. Jak na razie nie spotkałem się z jakąś otwartą wrogością, ale raczej z otwartością i życzliwością. Jest to pewne zadanie, aby rozbierać mury, jakie powstały i wprowadzać ewangeliczne przebaczenie, w czym Stowarzyszenie Odnowienia Kościoła w Łopatynie ma duży wkład. Stało się ono bardzo pomocne dla parafii także poprzez doprowadzenie do partnerstwa samorządów Łopatyna i Otmuchowa czy powiatu nyskiego z rejonem radziechowskim.

- Czego życzyć księdzu w Łopatynie?

- Wytrwałości i pokory oraz otwartości na odmienne podejście do życia, inną mentalność, aby umieć się dostosować do nich, bo nie przerobi się ich na swój styl. Tu potrzeba czasu, aby nawzajem nauczyć się siebie i sposobów działania.

- Dziękuję za rozmowę i życzę tej otwartości oraz wytrwałości, a także wszystkiego najlepszego w pracy duszpasterskiej i w życiu osobistym.

2017-10-23 17:11:47.
Używamy plików cookies, aby zwiększyć użyteczność naszej strony i jakość świadczonych usług zgodnie z preferencjami naszych użytkowników. Wykorzystujemy je do anonimowych badań statystycznych związanych z odwiedzinami naszej witryny. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Informacje na temat ustawień dotyczących ciasteczek w poszczególnych przegladarkach dostępne są na poniższych stronach: